Witam.
Mam zamiar kupić MacBooka White (szczególnie, że pojawiła się ta nowa edycja ^^) i w związku z tym potrzebuję dysku przenośnego. Chciałbym, aby taki dysk miał 500GB pamięci, dobry transfer (będę na nim trzymał głównie multimedia i dokumenty), oczywiście USB 2.0 (najlepiej, jakby miał USB i FireWire ). Dodatkowo szukam czegoś bez zewnętrznego zasilania. Cena… Nie wiem sam
Znalazłem takiego WD: New Western Digital My passport Studio 500GB 500 USB WD (aukcja 170391585201) - aukcje eBay.pl | Zakupy bez granic! , ale raz - jest tylko w USA, a dwa - ~450 PLN to chyba za dużo na 500GB, prawda?.. Mam nadzieję, że pomożecie mi wybrać coś wartego uwagi, najlepiej chyba z WD.
powiem Ci szczerze, że jak potrzebujesz dysk głównie na multimedia typu muzyka, filmy czy jakieś .dmg to w zupełności wystarczy Ci zewnętrzny, ale taki z zasilaniem. Nie musisz mieć dysku podpiętego 25/7 do komputera, wystarczy tylko przy okazji zrzucenia filmu czy kolejnego albumu jakiejś kapeli… dlatego też polecał bym ci jakiś zewnętrzny z 3,5’’ fw + usb + ewentualnie eSATA. Osobiście upolowałem Seagate Free Agent pr0 500gb za 300pln(jakieś 4-5miesięcy temu), na allegro i służy mi dokładnie do tego samego o czym wspomniałeś - a transfer ? czysta poezja. Podobnie możesz upolować dyski WD z serii MyBook, które ładnie się komponują z Whitem.
Tzn. wiesz. Chodzi o to, że np. jadąc gdzieś pociągiem/samochodem/etc. nie będę miał np. opcji obejrzenia filmu/posłuchania muzyki/odtworzenia ogółem danych znajdujących się na dysku. Tak więc wolę już dopłacić i mieć pełną mobilność, mimo wszystko
virgin71, czy ja wiem czy to dobre rozwiązanie, dysk jednak lubi prąd wiec jeśli mowa o oglądaniu filmów w trasie przy 0,5tb dysku to tak cienko. a zewnętrznym zrzucisz i go odpinasz. jak potrzeba tylko do multimediów to jak najbardziej zewnętrzny zakupić o większej pojemności.
Do oglądania filmów w trasie to kup sobie pendrive albo po prostu skopiuj te filmy, które chcesz obejrzeć na twardy dysk. Raczej nie będziesz w czasie podróży oglądał całej kolekcji filmów, chyba że wybierasz się w osiemdziesięciodniową podróż