Pewnie się narażę, ale trudno> Nie pierwszy raz. Jestem jednak z trochę innej szkoły historii. Tzn takiej która pozwala zrozumieć, a nie tylko oceniać.
Trudno mi jest pisać o latach, które dla mnie są z innej bajki, a tym bardziej dywagować “co by było gdyby”.
Trochę zajmuję się tym co było i jak było w latach 45 i późniejszych choć nie interesuje mnie technika jej perspektywy, czy stracone szanse rozwoju i przyczyny dlaczego tak się stało.
Polska tamtego okresu i tak mi się jawi jako opowieść o żelaznym wilku i jeżeli to zajmuję się zupełnie innymi zagadnieniami. Ale i w tej dziedzinie parę faktów postaram się podać.
Rozmawiałam z pewny , już teraz starszym panem, który miał niezwykły przywilej będąc pracownikiem Naukowym PAN pracować na “tzw końcówce” Odry, w jednym z PAN-owskich Instytutów. To by Polski komputer, który był zamontowany w Instytucie Badań Jądrowych w Świerku. Komputera nie widział. Bo nigdy nie był aż tak ważny, aby dostać przepustkę do aż tak tajnego Instytutu jak Instytut Badań jądrowych w Świerku pod Warszawą. (O ile nie pomyliłam nazwy).
Cóż zwykły fizykochemik, jedne ze zwykłych doktorów habilitowanych w w tamtych czasach, ale brał udział w naradach w konieczności rozwoju programu Odra, czyli unowocześnianiu komputera który jednak jakoś działał. Epatował mnie doskonałym (pod wówczas językiem komputerowym) FORTRAM (o ile nie pomyliłam nazwy).
Nie wiele wiedział o panu Karpińskim, bo jak się dowiedział, to już pan Karpiński zaczął hodować świnie. Ale przedtem dowiedział się, że program Odra zostaje przerwany, bo od towarzyszy radzieckich Polska w ramach współpracy będzie otrzymywała najnowocześniejszą myśl przodujących na świecie naukowców (radzieckich) w postaci komputera o nazwie Rijad (też nie dam głowy jeżeli chodzi o nazwę). Polska bowiem miała się koncentrować na przemyśle ciężkim.
Poznałam też pewnego Pana, który montował pod czujnym okiem specjalistów radzieckich komputer pod wspomnianą wdzięczną nazwą Rijad na Politechnice Warszawskiej. Trzeba było wzmacniać stropy. Te które były nie dały by rady. Temu Panu przypadło nader odpowiedzialne stanowisko kontrolera pamięci (teraz to się nazywa pamięci RAM)
Stanowisko to polegało na tym, że jak poczuł zapach spalenizny, to miał obowiązek natychmiastowego wyłączenia komputera, bo mogło by to prowadzić do uszkodzenia najnowszej myśli technicznej towarzyszy radzieckich. A to już byłby sabotaż. (co to był sabotaż nie podejmuję się wyjaśnić w krótkim wpisie -może się ktoś tym zainteresuje i napisze).
Ale : Przeczytałam polecane artykuły z zainteresowaniem:. Wynotowałam: programy, rząd. ministrowie, pan Karpiński, prasa, dewizy, miliony złotych itd, itd, w czasach kiedy dewizy były także na leki i pomarańcze dla naszych rodziców, którzy byli wtedy dziećmi lub młodymi ludźmi. Jednocześnie czytam: czy to o Billu, czy to Stivie i tam nie ma ministrów, rządu, prasy. Są za to jakieś garaże, czy inne przypadkowe miejsca i niebywała determinacja.
Wiem upraszczam. Ale nie chodzi mi o rozwój, czy straconą szansę na najbardziej zaawansowane komputery na świecie, ale chodzi mi o uproszczenie:
Czy na prawdę nad Wisłą jest inaczej niż na przykład nad Potomakiem? Czy czytając o Stivie czy Billu na prawdę wszystko było w OK.
Dlatego proszę, nie uznawajmy się za gorszych, niż w rzeczywistości jesteśmy.
Pozdrawiam Monika.
I… miłych snów o polskiej komputerowej niedoszłej potędze.