Hej,
Mam problem z Airport Express po update marzec/kwiecien 2008.
APE działal elegancko do tego update, po nim juz nie wstal. Nie wiem o co moze chodzic, lampka sobie miga miga kiedy probuje go skonfigurowac i po chwili Macbook juz go nie widzi;/
Z tym AP jest cos skopane calkowicie po tym update, u mnie w MBP dziala, ale przerywa co chwile - mam hardwareGrowler i jak pracuje po wifi to co chwile mam connected/disconnected itp. itd.
Mnie sie nie chce ale chyba najlepsza opcja to przeinstalowac system (albo przywrocic z backupu) i nie instalowac tego updatu dopoki sie apple nie przyzna.
Nie wiem, az tak czesto AP nie uzywam zeby mi zalezalo na szukaniu rozwiazania,
ale jedno jest pewne - mam teraz 2 maki: przed updatem i po, na tym przed dziala wszystko idealnie, a na tym po nie dziala idealnie…
Ja klopotow nie mam, dziala stabilniej niz przed. Jestes pewien ustawien na nim? Moze warto zrobic reset do defaultowego firmware? I potem zapodac updaty firmware?
Wiec tak, moj Airport to ta nowa wersja z “n”, nie wiem czy ma to znaczenie.
W jaki sposob zrobic reset do defaulowego firmware? Z tego co wiem to jedynie co mozna zrobic to reinstal OSXa?
Probowalem kilka razy hard restart, wtedy w Narzedziu Airport widzi AE, konfiguruje go, po konfiguracji nastepuje restart i juz nie wstaje, “konfiguracja przebiegla pomyslnie, niestety nie udalo sie uruchomic airport express ponownie”.
Dioda miga na zolto non stop, jedynie to kiedy podlacze kablem do neta swieci sie na zielono, ale to po kilku probach ale gdy probuje konfigurowac automatycznie pada.
Po zmianie hasla na WPA2 Airport juz wstaje i komunikuje sie. Teraz mam pytanie, dlaczego podczas sluchania muzyki, tak czesto zacina, przerywa i buforuje? Jest jakies rozwiazanie?
Witam, podłączę się pod temat, bo nie zauważyłem niczego podobnego na całym forum, a nie chcę zaczynać nowego. Po ostatnim “updejcie” airporta w moim macbooku core duo 1,83 na 10.4.11, coś się sypnęło…
Mianowicie, hotspoty, które dotychczas wykrywałem bez problemu nagle zniknęły, nawet będąc blisko tj. 2-3metry od punktu dostępowego iStumbler pokazuje mi sygnał na poziomie max 30%, gdy tylko odsunę się na odległość większą niż 7-8 metrów sygnał całkowicie zanika!
Kiedy po długim czasie od nie włączania maczka nagle wykrywa moją domyślną odległą o ok. 40m sieć i się z nią połączę, trwa to kilka minut po czym zrywane jest połączenie i nie wykrywam już absolutnie żadnej.
Czy ktoś miał lub ma podobne problemy, a co najważniejsze czy jeżeli miał to czy je rozwiązał i w jaki sposób?
Moje podejrzenia idą w kierunku awarii sprzętu (nadmiernego nagrzewania się karty airport?), ale było by miło, gdyby ktoś mile obalił moją teorię i powiedział, że to jednak soft.
Na zagranicznych forach nie znalazłem satysfakcjonujących mnie odpowiedzi, a wszystkie opisane tam sposoby na poprawę jakości sygnału spełzły na niczym.